SPOTKANIE Z SHAWNEM MENDESEM

Jednym z marzeń na mojej liście było też spotkanie Shawna Mendesa. I spełniło się nawet dwukrotnie – W 2019 roku i sześć lat później. Za pierwszym razem jeszcze przed koncertem. Shawn wyszedł wtedy na chwilę przed arenę w Krakowie, żeby przywitać się z fanami, po czym wsiadł do busa i odjechał – sądziłam, że pojechał do hotelu, bo do występu zostało jeszcze trochę czasu, a zazwyczaj to właśnie tam robił sobie fotki z fanami. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, pojechałam za nim, ale niestety zgubiłam go po drodze.

Stracona szansa, pomyślałam ze smutkiem i zawróciłam w stronę areny. I kiedy akurat stałam na światłach, zobaczyłam TEGO busa, zaparkowanego pod siłownią. Tak, oczywiście, że zmieniłam plany. Zostawiłam niedaleko auto, poczekałam, aż Shawn skończy trening, a potem do niego podeszłam. Zaproponował mi zdjęcie, ja życzyłam mu super show, a potem szczęśliwa pojechałam na koncert.

Za drugim razem dopomógł mi wszechświat – najwyraźniej wiedział już, na co mnie stać albo znudził się powtarzanymi przeze mnie bez końca afirmacjami: „ale fajnie byłoby znów spotkać Shawna w Krakowie”. Wokalista przyjechał, żeby dać koncert, a ja – żeby go posłuchać.

Zatrzymaliśmy się wtedy u mojej przyjaciółki – ja i mój króliczek. Dzień był piękny, idealny na spacer i zdjęcia, więc wybraliśmy się w trójkę na zwiedzanie. W Krakowie jest taki hotel z obłędnym widokiem, który bardzo lubię. Wpadam tam często na fotki i kawę. No i wyobraźcie sobie, że podeszłyśmy bliżej i zobaczyłyśmy, że stoi tam ochroniarz. Przeczucie natychmiast podpowiedziało mi, że to może być właśnie ochroniarz Shawna. Hotel nie mieści się w samym centrum miasta, więc wydało mi się to całkiem prawdopodobne.

Weszłyśmy do środka i usiadłyśmy w restauracji, żeby w spokoju napić się kawy. I co się okazało? Że dwa stoliki od nas siedziała ekipa Shawna! Piłyśmy więc kawę, żartując sobie, że on sam pewnie zaraz się tu zjawi. Jakieś pół godziny później moja przyjaciółka nagle zerknęła ponad moim ramieniem i powiedziała: „Idzie tu”. Wkręca mnie, pomyślałam sobie, przecież taki artysta jada śniadanie w swoim pokoju, a nie w restauracji, gdzie może się natknąć na fanów. Obróciłam się i… na własne oczy zobaczyłam, że mnie nie wkręcała. Shawn naprawdę przyszedł na śniadanie. Boso, w bluzie, którą i tak zdjął, żeby się wygrzać w promieniach słońca wpadających do sali przez otwarte okna.

Było cicho, spokojnie i kameralnie – tylko oni, my i mój królik, który jest w tej historii bardzo ważny, bo w końcu to on zrobił największą furorę. Wszyscy się nim zainteresowali, a Shawn spojrzał na nas, uśmiechnął się i powiedział: „She’s so cute”. OMG, byłam w siódmym niebie. I oczywiście marzyłam o kolejnym wspólnym zdjęciu, ale w końcu artysta był tu prywatnie, a ja nie chciałam zakłócać mu śniadania. Na szczęście jakąś godzinę później, gdy cała ekipa już się zbierała, wyszłyśmy przed hotel, a wtedy Shawn spojrzał na nas i zapytał, czy chcemy fotkę. Oczywiście, że chciałyśmy. Pogratulowałam mu super koncertu i poprosiłam, żeby koniecznie przyjechał z występem po raz trzeci. Najlepiej niebawem.